poniedziałek, 28 listopada 2011

Zwolnienie warunkowe

A oto i jestem, choć systematyczność oczywiście jak podejrzewałam na samym początku kuleje, to jednak jestem i walczę dalej ze swoją słabą wolą. Jestem na zwolnieniu warunkowym, czytaj: tydzień spędzam u rodziców; szczęśliwa Babcia rozpieszcza Pchełkę a ja mogę choć częścią obowiązków i odpowiedzialności się podzielić. Szkoda tylko, że Mężuś tak daleko i że nie widzimy się od dziś aż do piątku, ciężko będzie, smutno będzie... Dokończę później :)

Później, a dokładnie dzień później. Nadal cieszę się swoim małym urlopem. Mama siedzi z Hanusią, a ja poza karmieniem i wstawaniem w nocy nie mam nic do gadania.  Wyrzuty sumienia trochę mnie nękają, bo jaka to ze mnie matka, która przerzuca obowiązki związane z dzieckiem na innych, ale wyznaję zasadę, że szczęśliwa, spokojna mama, to szczęśliwe i spokojne dziecko. A kilka dni takiego urlopu dla mnie oznacza kilka dni radości z obcowania z wnuczką dla mojej mamy i jej mamy.

Weny znów brakuje. Na listopadowy wpis to już raczej nie zbiorę motywacji w wystarczającej ilości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz